I się zaczęło. Po wspaniałych chwilach na wakacjach, cudownym słoneczku, słonej wodzie i dalekim od zdrowego jedzeniu i piciu, zaczynamy dostrzegać, że ta nasza skóra jakoś nie ma się najlepiej. Warto zrozumieć dlaczego.
Po pierwsze podróże małe i duże, często samolotem na znaczne odległości.
Jako rozkoszny ssaczek nazywany człowiekiem, nie jesteśmy stworzeni do tak szybkiego przemieszania się. Gdyby było inaczej, pewnie mielibyśmy inne rozwiązania niż nogi, które powinny być naszą główną metodą transportu. Za to latamy wysoko i szybko, co wprowadza dużo zamieszania i chaosu w naszą wewnętrzną równowagę. Szczególnie wrażliwi są nasi stali kompani i przyjaciele podróży, których wozimy ze sobą liczne kilogramy chociażby w naszych jelitach – bakterie, grzyby, etc. One nie są przyzwyczajone do dużych zmian odżywiania i przemieszania się w zupełnie inne środowiska – tam żyją inne stworki, które są na swoim terytorium i zrobią wszystko żeby się intruzów pozbyć. Zatem nie ma co się dziwić, że zazwyczaj doświadczamy wszelkiego rodzaju problemów jelitowo – żołądkowych. Jak już pierwsza fala na początku wakacji wydaje się być opanowana, to przychodzi druga fala kiedy wracamy, bo niejednokrotnie przywozimy ze sobą turystów z odległych krajów do domu. I tu zaczyna się kolejna bitwa o terytorium, a my cierpimy z pełnym zdziwieniem, o co tutaj chodzi. Jak można sobie łatwo wyobrazić to wpływa w sposób szczególny na układ trawienny i moczowy, a w konsekwencji na cały organizm. W finale będzie to zawsze widoczne na twarzy – ponieważ jest ona doskonałym lusterkiem, czy też oknem na to, co dzieje się w środku.
Po drugie spędzamy dużo czasu na słońcu, wietrze, w słonej wodzie itp. To powoduje, że mobilizujemy naszą skórę do uruchomienia silniejszych niż zazwyczaj reakcji obronnych. Opcje są dwie i zazwyczaj widzimy efekty dość szybko. Opcja numer jeden to zwiększona aktywność gruczołów potowych oraz łojowych, czyli po prostu się pocimy, a skóra się przetłuszcza i błyszczy. Opcja numer dwa to nawarstwianie się większej ilości obumarłego naskórka (rogowacenie) w celu zapewnienia silniejszej fizycznej bariery dla zwiększenia ochrony. Prawie zawsze kończy się to tak samo. Więcej łoju i potu + więcej obumarłego naskórka = wypryski, zanieczyszczenia, przebarwienia po wypryskach, złuszczanie się skóry, odwodnienie, suchość, szary koloryt etc.
Zatem od czego zaczynać porządki we własnym ciele i na własnej skórze? Od posprzątania bałaganu!
Żywieniowo:
Co zatem warto zrobić dla skóry?
Każda pora roku jest inna i ma swoje wymagania. Nie ma takiego programu pielęgnacyjnego, który będzie tak samo skuteczny wiosną, latem, jesienią i zimą. Warto zatem zachować elastyczność i dopasować się do, tego, co faktycznie jest nam potrzebne i na danym etapie służy.
Mam nadzieję, że wskazówki okażą się pomocne.
Serdecznie pozdrawiam.
Magda
Zdjęcie pochodzi ze strony https://www.esky.pl